Harpagan 56

Kwidzyn, 19–20 października 2018 r.

— Sebastian i Filip Celejewscy —

Piątek, 19 października 2018 r., 18:35, Gdańsk

Pakujemy się. Na sofie gromadzimy wielkie kopce ubrań, rękawiczek, sprzętu rowerowego, zapasowych dętek, czołówek, baterii, kasków itd. Myślę, że w ciągu godziny wyruszymy.

19:22

Jesteśmy spakowani — jeden plecak plus jedna sakwa rowerowa na drogę, a do tego jedna torba z ubraniami na przebranie się. Wyciągnęliśmy stary aparat fotograficzny Filipa, żeby nie brać mojej lustrzanki.

Tymczasem Agnieszka z Mają przygotowują się do oglądania filmu. Taki harpaganowy obyczaj, że chłopaki wyjeżdżają, a dziewczyny gospodarzą same.

19:47

Wpakowaliśmy bagaże i rowery na samochód, zaraz ruszamy. Filip przed chwilą spotkał Wiśnię i Tymka oraz mamę Tymka, która powiedziała mu, że wybierają się na Harpusia. No to może się jutro spotkamy.

21:20, Ryjewo

Dojechaliśmy do Villi Insula, gdzie będziemy nocować. Idziemy się zameldować.

21:23

Właścicieli nie ma, ale jakiś pan, również nocujący tutaj i również uczestniczący w Harpaganie, zaprowadził nas i wszystko wytłumaczył. Znaleźliśmy nasz pokój, a w nim ręczniki i cukierki.

21:30

Zwiedziliśmy dom, zwiedziliśmy kuchnię, jest jedzenie na śniadanie, jest wszystko co trzeba. Teraz opanowujemy otwieranie i zamykanie bramy garażowej. Zaraz jedziemy do Kwidzyna zarejestrować się w bazie.

21:35

Pojawili się trzeci harpaganowcy. Jak jak nas wprowadzał pierwszy gość, tak teraz myśmy im próbowali opowiedzieć co i jak w Villi Insula. Trochę się dziwili, że nie ma właścicieli.

22:00, Kwidzyn

Trochę błądzimy. Jakoś nie pomyślałem o tym, żeby opracować dojazd do bazy rajdu.

22:38

Znaleźliśmy bazę rajdu, zarejestrowaliśmy się, bierzemy wszystkie fanty i pakujemy się do samochodu. Było trochę kłopotów z numerem startowym Filipa, był tylko na plecak, a nie było numeru na rower. Wypisali więc nam ręcznie nowy, a w nagrodę dali dwa napoje izotoniczne i mnóstwo dodatkowych naklejek, żeby Filip „mógł rozdać je kolegom”. A dziewczyna w sklepiku, gdzie odbieraliśmy nasze koszulki, dała Filipowi listę do podpisu i stwierdziła, że „wystarczy postawić krzyżyk”, jakby Filip był jakimś niepiśmiennym dzikusem, albo Mieszkiem I chrzczącym Polskę.

23:00, Ryjewo

Dojechaliśmy pod willę, idę po pilota do bramy garażowej.

23:07

Przyszliśmy do pokoju, zaraz idziemy się wykąpać.

23:22

Szykujemy się do snu. Filip znalazł jeszcze bułki drożdżowe i zjada je głośno mlaskając. Nastawiam budzik na 500, będziemy mieli półtorej godziny aby się spakować, dojechać do Kwidzyna, znaleźć miejsce postojowe i przygotować się do startu.

20 października 2018 r., sobota, 4:53

Wstajemy. Próbuję obudzić Filipa.

5:06

Przed chwilą okazało się, że nie wzięliśmy spodni przeciwdeszczowych Filipa. Zupełnie nie wiem jak to się mogło stać. Spodnie kupione specjalnie na Harpagan. Trudno, jakoś sobie poradzimy.

5:13

Wychodzimy na zewnątrz. Filip twierdzi, że jest bardzo zimno, a ja jestem w krótkich spodenkach i jest całkiem w porządku. Termometr w samochodzie wskazuje +4°C.

5:16

Wyjechałem samochodem za bramę. Filip został w środku jako operator pilota i po chwili przybiegł i wskoczył do samochodu mówiąc, że jest mu bardzo zimno.

5:41, Kwidzyn

Do startu mamy 50 minut, stoimy na parkingu pod szkołą, więc spokojnie zdążymy. Filipowi jest bardzo zimno, więc chyba dołożymy więcej warstw ubrań.

6:00

Weszliśmy do szkoły i znaleźliśmy gorącą wodę z sokiem.

6:23

Jesteśmy prawie przygotowani do drogi. Pozostało przymocowanie nowego mapnika, co zostawiam sobie na potem, kiedy będziemy czekać na rozdanie map.

6:27

Dotarliśmy na start akurat w momencie rozdawania map.

Na starcie

6:28

Montuję mapnik, a Filip studiuje mapę. Fotograf robi nam zdjęcia.

6:31

Ciocia Ania przysłała SMSa z życzeniami powodzenia.

6:44

Wszystko pomontowane i jedziemy do… samochodu, bo Filip zapomniał wziąć swojego chipa.

7:11

Liczne kłopoty nawigacyjne. Po pierwsze nowy mapnik, choć sam w sobie niezły, zasłania mi licznik, bez którego nie mogę liczyć odległości. Wiec straciliśmy około 15 minut na przemontowywanie mapnika. Problem drugi to mój wzrok, prawie nic nie widzę na mapie. Muszę zdjąć okulary, aby zobaczyć coś na mapie, potem ubrać okulary aby to skonfrontować z okolicą, w której się znajdujemy. Potem znowu zdjąć okulary, aby patrzeć na mapę, potem znowu je ubrać aby patrzeć w teren. W każdym razie dotarliśmy do drogi 55, jedziemy w stronę PK 15.

7:13

Słychać strzały. Prawdopodobnie zbyt wolni Harpaganowicze są odstrzeliwani.

7:30

Mam nadzieję, że zbliżamy się do PK 15. Jedziemy czymś co przypomina stary nasyp kolejowy. Zakręty w lewo i w prawo mniej więcej odpowiadają temu, co widać na mapie, więc chyba to jest dobra droga.

7:33, PK 15, 6 km

Stajemy na rozdrożu, rozglądamy się gdzie jechać dalej, aż w krzakach dostrzegamy punkt kontrolny. Wzorem poprzednich Harpaganów oczekiwałem namiotu z wolontariuszami, ogniska itd. Od jakiegoś czasu większość punktów jest jednak bez obsługi. W każdym razie pierwszy PK zaliczony, teraz musimy zastanowić się dokąd jedziemy dalej. Filip musi też coś zjeść.

7:48

Ruszyliśmy w stronę PK5 i chyba źle jedziemy, ale za to znaleźliśmy domek na drzewie. Filip idzie go zbadać.

Domek na drzewie

7:53

To zdecydowanie zła droga, wracamy. Kawałek dało się jechać nasypem, a potem pojawiły się krzaki. Szukamy jakiejś innej drogi.

7:58, Bądki

Wpadliśmy w głęboki piach. Filipowi zarył, ale wsiadł na rower i jedzie dalej. Ciekawe kiedy znowu zaryje. Mi się nie udało wsiąść, może mam za wąskie opony. Docieramy do jakichś zabudowań, za chwilę powinniśmy dojechać do szosy, którą pojedziemy dalej.

8:20, Krzykosy

Nie słuchać żadnego krzyku osy. Jesteśmy w połowie odległości między PK 15 a PK 5. Jeśli nie zabłądzimy, powinniśmy tam wkrótce dojechać. Tymczasem zaczęły się ostre górki. Zjazdy w dół takie, że trzeba hamować, pojazdy tak strome, że trzeba zwolnić do 5 km/h. Oprócz tego pędzą samochody. Ciśniemy dalej.

8:30

Za 400 m skręcamy do lasu, w którym znajdować się ma PK 5. Filip zjechał na pobocze, aby trochę odpocząć. Po drodze spotkaliśmy dom za ogrodzeniem którego było sześć bardzo małych szczekających piesków, a następnie dom w budowie, w pobliżu którego czatowały dwa psy duże. Następnie był trzeci pies, klasyczny burek, który wyskoczył nie wiadomo skąd i rzucił się w pościg za Filipem. Przed Harpaganem w moim rowerze naprawiłem przedni hamulec, który tak piszczał, że używałem go jako odstraszacza psów, więc nie mogłem go użyć i musiałem sam pikusia obszczekać. Zdziwił się, ale odstąpił.

Postój

8:48, PK 5, 14 km

Punkt PK 5 zdobyty. Planujemy dalszą trasę.

9:07, Wandowo

Wyjeżdżamy z Wandowa i jedziemy na Jaromierz. Gdzieś w połowie drogi skręcimy na PK 19. Tymczasem zatrzymaliśmy się we kukurydzy. Mija nas czterech ścigantów.

9:17

Rozpoczynamy atak na PK 19 nad Jeziorem Klecewskim. Musimy objechać jezioro od południa. Połowa drogi powinna być prosta, a potem możemy się pogubić. Zobaczymy.

9:32

Jedziemy fantastyczną drogą dookoła jeziora. Najpierw była to droga w lesie, zielone drzewa i żółte liście przez które z szelestem szusowaliśmy. Potem wyjechaliśmy na pole i jechaliśmy drogą wśród starych drzew. Filip nazwał ją Starą Drogą Czarownic i mówi, że jego umysł dołożył mu „taką fajną oprawę”.

— To zadziwiające, jak się ogląda dużo takich ładnych prezentacji, to mózg potrafi ci zrobić takie coś w realnym świecie — mówi teraz.

Stara Droga Czarownic

9:41

We wspaniałym tempie wspaniałą drogą dojeżdżamy do Klecewa. Do PK 19 mamy bardzo blisko, ale jest to punkt wysokopunktowany i może być ciężko go znaleźć. Zaraz skręt w lewo i potem ciśniemy cały czas prosto. Jest tu bardzo fajny pałacyk. Filip wrzucił tak szybkie tempo, że nie potrafię go dogonić.

9:45

Mijamy ogromny, chociaż mocno zaniedbany folwark. Kręci się tu mnóstwo rowerzystów, musimy być blisko PK 19.

Folwark

9:54, PK 19, 26 km

PK 19 zdobyty, było bardzo łatwo. Filip już kalkuluje ile przejechalibyśmy kilometrów, gdybyśmy wrócili tą samą drogą i czy będzie rekord. Pewnie będzie. Na PK 19 nie ma wprawdzie obsługi, ale jest pełno wody mineralnej w butelkach pięciolitrowych.

10:56

Jedziemy drogą 523 w stronę miejscowości Gardeja i wkrótce trzeba będzie podjąć decyzję w jaki sposób atakujemy PK 7. Wariantów jest kilka. Pierwszy to dojazd drogą gruntową biegnącą na północny zachód. Problem jest taki, że nie wiemy gdzie się ta droga zaczyna, ponieważ jesteśmy na samym końcu mapy, na obszarze zasłoniętym reklamą. Wariant drugi to jazda drogą 523 aż do linii energetycznej, od której jestem w stanie wyznaczyć odległość do przecinki i przecinką prosto na północ aż do PK 7. Wariant trzeci to jechać dookoła przez Zebrdowo i zajechać PK 7 od tyłu. Jest to droga najdłuższa, ale może najprostsza. Wariant czwarty to uczepić się jakiegoś innego Harpaganowca i jechać za nim. Właśnie wyprzedził nas ktoś wyglądający na takiego, kto dobrze wie jak dotrzeć do PK 7 i próbowaliśmy go dopędzić, ale nam uciekł.

Tymczasem wyszło słońce, jest w miarę ciepło, jesień, piękne kolory, kwintescencja Harpagana. Kończy nam się jedzenie. Ciśniemy dalej.

Jesień

11:18, PK 7, 38 km

PK 7 zdobyty, poszło bardzo łatwo. Dojechaliśmy tu jeszcze inną drogą, najpierw taką gruntową utwardzoną czymś białym, a potem gruntową zwykłą na północny zachód z opisywanego wcześniej wariantu pierwszego.

Teraz mamy dylemat czy ambitnie jedziemy na PK 23 czy na PK 17, czyli de facto w stronę bazy.

11:28

Zdecydowaliśmy, że odpuszczamy PK 23 i jedziemy PK 17, a potem odpuszczamy PK 1 i jedziemy do bazy aby jechać na drugą pętlę.

11:51

Rozpoczynamy atak na PK 17 od strony miejscowości Cygany. Powinno być bardzo prosto, jakkolwiek na mapie widzę ostrą górkę.

11:57

— Co za syf. Ci ludzie nie mają empatii do świata — mówi Filip oglądając śmieci wyrzucone w krzaki. Opony i kilka plastykowych części.

Jesteśmy w fajnym miejscu. Na polu jest żółtozielony rzepak czy inne zboże, pachnie, PK 17 czuć już naprawdę blisko.

Mogę ponadto stwierdzić, że zabranie sakw rowerowych znacznie podniosło komfort podróżowania, bo wpakowałem tam ciężkie rzeczy typu 1,5 l wody mineralnej, a plecak mam zupełnie lekki.

Rzepak

ok. 12:00, PK 17, 44 km

PK 17 zdobyty. Od razu jedziemy dalej, bo wieje.

12:12

Dojechaliśmy do drogi 55, mamy 7 km do Kwidzyna. Niestety nie ma tutaj drogi dla rowerów, samochody pędzą, nie podoba mi się to. Ale trudno, jedziemy.

12:29, Kwidzyn

Dotarliśmy do opłotków Kwidzyna, mamy tutaj drogę dla rowerów, co jest dla nas wielką ulgą, bo na tej 55 było naprawdę bardzo ostro. Filip wykazuje oznaki zmęczenia. Jego pragnienie pojechania na drugą pętlę topnieje jak bałwan w kwietniu.

12:39

Filip się zastanawia jak to się stało, że zaczął jeździć na Harpagan. Niestety nie pamiętamy jak to było.

Tymczasem dojeżdżamy do szkoły i widzimy kolejny billboard z Jerzym Śniegiem i Andrzejem Śniegiem. Zastanawiamy się czy to bracia, czy ojciec i syn. Plakaty wyborcze towarzyszyły nam całą drogę.

Chyba przed chwilą odbył się start jakiejś trasy, bo mijamy mnóstwo rodziców z małymi dziećmi na rowerach. A tak tną z górki, że nie wiem, naprawdę nie wiem czy to bezpieczne.

Teraz wjeżdżamy pod górkę, jest dosyć ciężko. Ale symboliczny rekord 50 km przejechanej trasy został przekroczony.

Śnieg

12:41, półmetek, 52 km

Wzięliśmy mapy drugiej pętli. Agnieszka przysłała SMSa, że w Gdańsku pada i czy już skończyliśmy. Zaraz się okaże czy skończyliśmy, czy nie. Jakiś rowerzysta leży na ziemi i również ogląda mapę drugiej pętli.

Półmetek

13:20

Jednak jeszcze nie skończyliśmy. Ruszamy na PK 20, która zlokalizowana jest w miejscowości Korzeniowo nad samą Wisłą. Może tam być bardzo interesująco. Więc najpierw powolny spacerek przez centrum, a potem przejażdżka za miasto.

13:28

Zjechaliśmy z miasta w dół w stronę Wisły. Było bardzo ostro z górki, będziemy płakać wracając z powrotem do Kwidzyna. Ciągniemy z miejscowości Mareza w stronę Korzeniowa. Filip zatrzymał się, bo mucha mu wpadła do oka.

Nad Wisłę

13:43, Korzeniowo

Zbliżamy się do PK 20. Tymczasem na billboardach oprócz Andrzeja Śniega i jego brata lub syna Jerzego pojawił się również Jakub Śnieg. To jest prawdziwa śnieżna mafia w okolicach Kwidzyna. A teraz pan Dariusz Wierzba, ale ewidentnie z innej parafii, nie z klanu Śniegów.

13:46

Dojechaliśmy do wału przeciwpowodziowego, przejechaliśmy na jego drugą stronę i jesteśmy nad samą Wisłą. Widać most. Gdzieś tutaj musi być PK 20, ostatni punkt tegorocznego Harpagana. Jestem bardzo zmęczony.

13:47, PK 20, 59 km

Szukaliśmy punktu kontrolnego, nie mogliśmy znaleźć. Filip poszedł za potrzebą w krzaki i znalazł punkt ukryty w nich. Mamy 59 km na liczniku, a PK ma numer własny również 59.

Nad Wisłą

13:59

Przyjechała jakaś większa ekipa, zdaje się z Elbląga, gratulują Filipowi. Wcześniej też zebrał trochę głasków od innych zawodników. Fajnie widać, jak ktoś zauważa wiek Filipa, potem patrzy na numer startowy, potem zastanawia się, patrzy jeszcze raz na numer startowy wskazujący, że jedziemy TR200 i wtedy rzuca „Brawo, młody!” lub podobnie.

Gość z ekipy z Elbląga zaproponował Filipowi, aby „zostawił tego starego człowieka”, czyli mnie, i pojechał z nimi „za piwo, stówkę i pamiątkowe zdjęcie”. Filip nie skorzystał z okazji, ale na fotę się załapaliśmy.

Piękna pogoda, ciepło, zdjęliśmy kilka warstw ubrań, zrobiłem zdjęcia. Ale czuję już kilometry w nogach.

14:08

Kończymy piknik nad Wisłą i wracamy na metę. Mamy przed sobą ok. 10 km pod górkę. Zwłaszcza końcowy podjazd w mieście będzie ostry.

14:31, Kwidzyn

Wjechaliśmy do miasta i rozpoczynamy wspinanie się pod górkę. Zbiera się na deszcz.

14:44

Dojeżdżamy do ronda przy szkole, zaraz meta.

14:46, meta, 67 km

Idziemy na gorącą herbatę. Musimy tylko rowery gdzieś na bok odstawić.

Meta

15:04

Przyjechaliśmy na parking. Po drodze zerwał mi sie łańcuch. Całe szczęście, że dopiero po rajdzie. Być może to dlatego, że wjechaliśmy pod ostrą górę pod bramąsłuchawkami „Radio Gdańsk”.

Wysłałem też do dziadka, babci i cioci informację z przebytym dystansem, aby mogli pogratulować Filipowi.

15:16

Zapakowałem rowery na samochodów, Filip porozmawiał przez telefon z dziadkiem Andrzejem, teraz idziemy zjeść harpaganowy posiłek.

— Ciekawe co dzisiaj na obiad — zastanawia się Filip. — Ostatnio był gulasz, może dzisiaj też będzie. Dziadek mówi, że ma chorą nogę od dwóch tygodni i nie może chodzić. Lekarze nie wiedzą co się stało.

15:52

Zjedliśmy obiad, zjedliśmy ciacho, wypiliśmy sok, zrobiliśmy sobie zdjęcie na ściance i spadamy do domu. Filip ogląda reklamę lampy rowerowej PR1600. Światła mijania i światła drogowe. Ja tam wolę ręką sobie przekręcić lampkę i mam problem mijania załatwiony.

15:57

Wsiadamy do samochodu i ruszamy do domu.

17:19, Gdańsk

Przyjechaliśmy do Gdańska. Filip spał prawie całą drogę z Kwidzyna. Czas zdjąć rowery z bagażnika i naprawić łańcuch.

Mapa

Powrót